poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 9

Leon:

To wszystko jest jakieś podejrzane... Jest bardzo agresywna, to nie jest zwykły kac... Jeżeli on coś jej zrobił nie ręczę za siebie! Powoli zakradłem się pod pokój Violi i zajrzałem przez lekko uchylone drzwi. Tam dział się jakiś koniec świata. Violetta rzucała wazonami, doniczkami, długopisami, ubraniami, wszystkim co jej wpadło w ręce! To jakaś masakra!

Violetta:

Nie wierzę, że dopiero skończył się pierwszy dzień z Leonem... Nienawidzę go! Po raz kolejny rzuciłam ramką ze zdjęciem. Roztrzaskała się na milion kawałków. Dopiero teraz zauważyłam, jakie zdjęcie w niej tkwiło. Esmeralda... Moja macocha... Po śmierci mamy zaczęła się rządzić w domu, tata nic nie widzi, kocha ją. Dlaczego? Bo jest zupełnym przeciwieństwem mamy! Wredna, złośliwa, nienawidzi mnie... Mam jej dość! Zdjęcie dodatkowo przydeptałam moimi 9 centymetrowymi obcasami. Swoją drogą, to prześliczne buty. Muszę się wybrać na zakupy... Czas odświeżyć swoją szafę... Warto by coś zjeść!


                      Leon:

Violetta właśnie wychodzi z pokoju. Złapałem ją za łokieć.
- Musimy pogadać.
- Fajnie, szkoda że nie mamy o czym!

Od razu ja puściłem. Moją uwagę zwróciło kilka szczegółów. Ma szerokie źrenice słabo reagujące na zmiany światła, przekrwione spojówki oraz charakterystyczny słodkawy oddech i przesiąknięte tym zapachem ubranie. Jestem pewien. Thomas podał jej marihuanę! 
- Fede! - akurat szedł do swojego pokoju. - Musimy pogadać!
- Serio? O 2 w nocy? Przez tę sytuację z Vilu nie mogę spać, co jest?
- Bez owijania w bawełnę, jestem pewien, Thomas do tego wina dodał marihuanę!
- Nie możesz być tego pewien.
- Ma pierwsze objawy.
- Może to ze zmęczenia?
- A ten zapach?
- Wiesz, że uwielbia perfumy...
- Ok, nie to nie, ale ja i tak wiem swoje...
W tym momencie Viola weszła po schodach do korytarza.
- Proszę, kogo my tu mamy - pomimo złości nadal była śliczna.
- Jakbyś nie wiedziała nadal tu mieszkam! - zgromiłem Fede wzrokiem. - No co? To moja wina że przez tą młodą nie spałem przez dobre 20 godzin?
- Ok, no problemo, ktoś na mnie czeka, więc do zobaczenia... A może nie...
- Stary, pogięło cię?! Ona na pewno idzie do Thomasa, znowu ją upije i Bóg wie co dalej!
- Niech idzie... Może się czegoś nauczy...
Już go nie było. Nie będę cierpliwie czekał w domu. Idę za nią!

Violetta:

Mam tego dość! Dzwonię do Thomasa, on jedyny mnie rozumie!
- Halo?
- Thomas? Przepraszam, że tak późno, ale potrzebuję cię!
- Vilu, nie martw się, zaraz po ciebie przyjadę!
- Dziękuję, czekam.

Rock and rollJuż po mnie jedzie! Jest kochany! Może się zakochałam? Jest o niebo lepszy od Leona! Dla mnie nawet w środku nocy znajdzie czas, żeby przyjechać i zabrać jak najdalej od świata! Wybrałam odpowiedni strój. Chciałam wyglądać wyjątkowo, dla niego... Znalazłam jakieś ubrania w szafie Esmeraldy. Tak, włamałam się do jej pokoju... Ma dwie półki przygotowane dla swojej córki, wstrętnej Lary... Z którą, z tego co wiem też kręcił Leon... Nie chcę o tym myśleć! Zgarnęłam to, czego potrzebowałam, i zeszłam na dół. Jeszcze ostatnie pociągnięcie szminką i... gotowe! Myślę, że wyglądam świetnie! Usłyszałam, że mój ukochany już przyjechał. Wyglądał, jak zwykle, niegrzecznie. Może to mnie tak pociągało...
- Wskakuj - jego głos... Tak głęboki... Mmmmm...
O dziwo nie jechaliśmy do jego domu, ale w zupełnie przeciwną stronę.
- Thomas, ale ostatnio jechaliśmy w drugą stronę, co się dzieje?
- Zabieram cię daleko od świata, tam, gdzie nikt nas nie znajdzie!
Nie powiem, jego słowa zawróciły mi w głowie. Nagle gwałtownie zatrzymał się i zjechał na pobocze.
- Vilu, nie chciałem ci tego mówić, bo nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale teraz wiem. Kocham cię! I pragnę ciebie z całego serca!
To mówiąc odpiął pas i mnie pocałował. Był bardzo brutalny, może aż za bardzo. Ale był w tym tak inny od Leona... Wcale nie delikatny! Był zdecydowany. Ja też już wiem czego chcę! Powoli rozpinałam mu guziki od koszuli. Nie wiem co mnie napadło, pragnęłam go. Tu i teraz!
- Violu, nie tu, nie teraz... Zaraz dojedziemy, tam oddam ci się w całości!
To było piękne! Thomas znów zasiadł za kierownicą i po godzinie dojechaliśmy do starej szopy. Zanim wysiadłam zdjęłam moją bluzkę. Wiedziałam, że nikt oprócz Thomasa mnie nie zobaczy... W samym staniku pozwoliłam otworzyć sobie drzwi. Chłopak wprowadził mnie do środka, gdzie nie było niczego, z wyjątkiem wielkiego łóżka. Nie chciałam już czekać! Rzuciłam się na niego, rozpinając jego koszulę. Odepchnął mnie ze śmiechem.
- Kotku, mam jeszcze coś - to mówiąc wyciągnął z torby strzykawkę. - Widzę, że zmieniłaś się w buntowniczkę, więc pozwól, że symbolicznie zrobię z siebie moją kocicę.
Nie wiedziałam co mówi, pragnęłam sexu za wszelką cenę, więc pozwoliłam mu na wstrzyknięcie mi tej dziwnej substancji. Miałam dość, po tej dziwnej sytuacji odsunęłam się od mojego kochanka, rozebrałam się do naga i z zaskoczenia napadłam go, tym samym przewracając go na łóżko. Sam pozbawił siebie koszuli, więc miałam ułatwione zadanie. Gdy już dostałam się do jego bokserek to on przejął inicjatywę. Bez zastanowienia wszedł we mnie, był bardzo niedelikatny.
- Kotku, to boli!
- Wiesz co... - postanowił przerwać nasz spontaniczny stosunek. - Może zapalisz...
- Zrobię co zechcesz, ale pozbaw mnie dziewictwa! Tak bardzo tego chcę!
Znów ten śmiech. O co tu chodzi? Bez chwili wahania wzięłam do ust papierosa, mocno się zaciągnęłam i zgasiłam go.
- Błagam, zróbmy to!
- Violu, pozwól, że coś ci wyjaśnię. Nienawidzę Verdasa. Odebrał mi Larę, miłość mojego życia. Rozdziewiczył ją a potem zostawił. A ona nadal jest wpatrzona w niego jak w obrazek. Dlatego chcę się na nim odegrać. Pomożesz mi.
- Nie bardzo rozumiem...
- Oj kotku, naprawdę? Najpierw cię upiłem, teraz zmusiłem do palenia, wstrzyknąłem i heroinę do żył. Niszczę twój organizm! Długo tak nie pociągniesz, może tydzień... Dlatego chcę jak najszybciej wypełnić  ostatnią część planu - po tych słowach rzucił się na mnie, mocno złapał nadgarstki. - Zgwałcić cię!
Bez przerwy próbowałam się wyrwać. To na nic. Zadał mi okropnie dużo bólu, nieustannie patrząc mi w oczy.
- Twoje cierpienie, to muzyka dla moich uszu - w tym momencie mocno wbił się we mnie a ja krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Przestań!
- Kiciu, sama chciałaś się ze mną kochać. Choć trudno to nazwać kochaniem. Nienawidzę cię, tak samo jak Leonka...
- Mówiłeś...
- Wiele się mówi, żeby zaciągnąć dziewczynę do łóżka.
Nareszcie zrozumiałam co tu się dzieje! Zaczęłam panicznie krzyczeć. W tej sekundzie Leon wyskoczył zza pudeł.
- Puszczaj ją!
- Książę z bajki się znalazł - zadał mi ostatni cios żyletką. - Żegnam!
Po tych słowach się ulotnił. Leon w ciągu sekundy pojawił się obok mnie.
- Doszło do tego?
http://i.pinger.pl/pgr154/f0585105002cc8f352a87190- Tak - rozpłakałam się niczym małe dziecko.
- Już spokojnie, cichutko - Leon pomógł mi się ubrać. To za dużo powiedziane! W zasadzie tylko narzucić bieliznę oraz jego bluzę. Jego zapach odganiał złe myśli. Moje nogi wyglądają potwornie! Jak dobrze że Leon tu jest. Jak ja mogłam w niego zwątpić? Przecież ja go kocham!






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jest tak niesamowicie dziwne! Niektórzy blogerzy po 10 rozdziale dają posta "Wielkie dzięki za 50000 wyświetleń!". Ja rozumiem, że nie mogę się równać z Nath czy Teddy Verdas, ale ludzie! Moja historia, choć nie jest wspaniała, jest oryginalna! Jeżeli czytasz, błagam, zostaw chociaż buźkę w komentarzu! I nadal liczę na pomoc w sprawie ogarnięcia wyglądu bloga.

Kocham Was (choć pewnie piszę to sama do siebie...)
~Tuśka <3


piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 8

Leon:

Dlaczego akurat w takim momencie! Moja przeszłość nie byłą kolorowa, ale zapomniałem o niej! Nie chcę do niej wracać. Violetta jest całym moim światem. Federico poszedł ją przeprosić, ja też muszę.

Violetta:

Słyszę, że Fede stoi pod moimi drzwiami. Przeprasza mnie od 15 minut a ja nadal nie otwieram. Muszę się stąd wydostać. Nie zamierzam czekać! Otworzyłam okno najszerzej jak umiałam i przeszłam przez nie. Boję się! Może to nie najlepszy pomysł. Nie! Muszę być dzielna! Oparłam się dłońmi o parapet, natomiast stopy zahaczyłam i gałąź. Po kilku chwilach stabilnie stałam na ziemi. Ciemna noc, było już pewnie po 11. To chyba nie jest dobry pomysł, wracam. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam go!

Leon:

Stoję z Fede pod pokojem Vilu dobre pół godziny.
- Stary, to się robi dziwne, masz jakiś zapasowy klucz?
- Powinien być gdzieś w szafce w kuchni, pójdę po niego.
- Jasne idź! Violu, wiem że jesteś zła ale odezwij się, martwimy się! Violu! Proszę, powiedz coś!
- Mam klucz!
- No to świetnie, otwieraj!
Wparowaliśmy do pokoju Violi, ale jej tam nie było.
- Violetta! Violu gdzie jesteś? - byliśmy coraz bardziej zdenerwowani. - Leon! Okno!
- Uciekła! Dzwoń na policję!

Violetta:
Thomas... Dlaczego czuję ulgę, że go widzę?
- Dlaczego taka ślicznotka chodzi sama, w nocy, po tak niebezpiecznym mieście?
- To długa historia...
- Może pójdziemy do mnie, co ty na to? - był coraz bliżej, ale na nikogo innego nie mogę liczyć.
- Z chęcią - chwyciłam jego rękę i wsiadłam do czarnego samochodu.
Po 20 minutach jazdy dotarliśmy do jego domu. Stał na uboczu, na obrzeżach Buenos Aires.
- Całkiem ładny dom.
- Ja tam mam ładniejsze widoki - rzeczywiście, bez przerwy się na mnie gapił.
Zaprowadził mnie do pięknego salonu. Na środku stał stół, z kolei na nim butelka wina. 
- Usiądź - wskazał na zieloną sofę, nalewając alkohol do dwóch kieliszków.
- Przepraszam, ale nie piję
- Daj spokój, tylko kieliszek.
Po godzinie wokół stołu leżało 8 pustych butelek po winie. Byłam półprzytomna, ale do moich uszu dobiegł dźwięk syren policyjnych. 
- Otwierać, policja!
Usłyszałam huk wyłamywanych drzwi. Thomas wybiegł im na spotkanie.
- Co to ma być?
- Dlaczego podajesz nieletniej alkohol, w dodatku porywasz ją z domu?
- Spotkałem ją na ulicy... Nie wiedziałem że jest nieletnia...
- Pani pojedzie z nami!
Pomimo tego, że ledwo trzymałam się na nogach, pozwoliłam się wyprowadzić. W ostatniej chwili Thomas podał mi karteczkę z jakimś numerem.
- Zadzwoń...
Drogę do domu spędziłam w radiowozie. Gdy zostałam wprowadzona do domu Fede pobiegł porozmawiać z funkcjonariuszem, natomiast Leon zastąpił drugiego. Szybko mu się wyrwałam.
- Już nie uznajecie mnie za dziwkę, która pierwszemu lepszemu wskakuje do łóżka!?
- Co z nią?
- Podobno Thomas podał jej sporą ilość alkoholu, policja znalazła 8 pustych butelek - wytłumaczył Fede.
- Chodź, położysz się - co on chce przez to osiągnąć?
- Nie dotykaj mnie!
Miałam ich dość. Kolejny raz dziś zamknęłam się w pokoju.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 7

Violetta:

Mogłabym tak leżeć godzinami, wtulona w umięśniony tors Leona. Wymarzony wieczór. Właśnie opowiadał o swojej podróży do Meksyku jako 8-letni chłopiec kiedy usłyszałam znaną mi melodię. Leon spojrzał na swój telefon, po czym odebrał połączenie:
- Cześć mamo...
Ta melodia, słyszałam ją rano, po tej fatalnej kolacji. Muszę porozmawiać z Leonem!
- Nie mamo... Przestań!... Chyba żartujesz... Bez komentarza...
Rozłączył się wyraźnie zły. Był w takim samym stanie, gdy spotkał się z Thomasem. Bałam się do niego podejść. Nagle jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Wstrzymałam oddech. Nie wiedziałam, co zrobić. Uciec z własnego domu? Podejść do niego? Zostać na miejscu i udawać że mnie nie ma? Zdecydowanie trzecia opcja była najrozsądniejsza! Leon powoli wstał i zaczął stawiać małe kroki w moim kierunku, co sprawiało, że ja oddalałam się w stronę drzwi mojego pokoju.
- Nie bój się - powiedział rozkładając ramiona. - Nic ci nie zrobię.
Widocznie przerażenie miałam wypisane na twarzy. Dlaczego ja się boję własnego chłopaka? Może to wina tego, że jestem w Argentynie od kilku dni. W pewnym momencie przestałam myśleć i pobiegłam w stronę Leona, wpadając w jego silne ramiona.
- Nie wiem co się ze mną dzieje... - wyznałam.
- Ja wiem. Jesteś zagubiona, to normalne - mówiąc to przytulił mnie mocniej i pocałował w czubek głowy.
- Dziękuję że jesteś.
- Zawsze będę. Mam pomysł jak sprawić, żebyś przestała o tym myśleć - gdy to powiedział na jego twarzy rozkwitł przepiękny, ale zarazem tajemniczy uśmiech.
- Mam się bać?
- Nie do końca. Zagramy w rozbieranego pokera.
- Chyba zwariowałeś! Gdyby tata się o tym dowiedział...
- A czy widzisz tu gdzieś swojego tatę? Zaufaj mi księżniczko. Chcę, żebyś przestała się bać rzeczy, które są całkiem normalne. No to co?
Pomysł był bardzo kuszący. W końcu niecodziennie masz szansę zobaczyć ukochanego, który się przed tobą rozbiera.
- Ok, może być zabawnie.
- Wspaniale! Lecę po karty!
Po niecałych 20 minutach gry siedziałam na dywanie w samym staniku i spódniczce, natomiast Leon właśnie przegrywał i musiał pozbyć się koszulki. Przyznam, że zaparło mi dech w piersiach.
- Skarbie, twoja kolej - tej wypowiedzi towarzyszył przeuroczy uśmiech.
- Nie rozumiem co cię tak śmieszy - próbowałam udawać choć trochę obrażoną.
- Kotku, gapisz się na mnie od 5 minut, zaczynałem się martwić.
- Odezwał się ten, który wcale nie gapi się na moje ciało.
- Ale ja potrafię jednocześnie gapić się i trzeźwo myśleć.
- Proszę bardzo jak dla mnie możesz ubrać koszulę, nie ma problemu, nawet ja mogę się ubrać... - nawet nie dał mi dokończyć, bez żadnych ceregieli wpił się w moje usta.
- Nie musisz, jesteś piękna.
Odpowiedziałam mu na to czystym, niepohamowanym śmiechem.
- Możesz mi zdradzić co się tak rozbawiło?
- To szaleństwo! Gdyby ktoś tydzień temu, czy nawet wczoraj, powiedział mi, że będę w samym staniku i spódniczce paradować po domu, w który, jednocześnie przebywa mój chłopak, z którym znam się zaledwie od kilku dni, wzięłabym go za wariata, wykrzyczała w twarz żeby mnie jeszcze dziwką nazwał, ale teraz...
To wszystko jest magiczne.
Znów to samo. Bez żadnego ostrzeżenia chłopak dość brutalnie mnie pocałował. Wtem rozległ się dzwonek do drzwi.
- Cholera... - Leon był widocznie zły. Nie dziwię mu się. Zawsze ktoś nam przeszkadza. Z początku ignorowaliśmy nieproszonego gościa ale on był coraz bardziej nachalny. Leon rzucił we mnie swoją koszulę.
- Skoro już musimy go wpuścić musisz się ubrać. Tylko ja mogę cię podziwiać bez koszulki - cmoknął mnie w policzek a sam poszedł otworzyć.
- Czekaj, ja to zrobię - to w końcu mój dom.
O dziwo Leon nie spierał się. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się mokry Fede.
- Z tego co wiem nadal tu mieszkam! Fakt, ostatnio siedziałem u Maxiego, ale to nie zmienia faktu, że to nadal mój dom! Siema Leon. Violetta, myślę, że mi to jakoś wyjaśnisz! Przy okazji, koszula Leona świetnie na tobie wygląda. Muszę sobie taką kupić. Lepiej białą czy lekko kremową? Zaraz zaraz... Leon? Bez koszulki? Viola w jego koszuli? Długo nie otwierali? Może wam w czymś przeszkodziłem?
Myślałam że zaraz spalę się ze wstydu. Mój ukochany kuzyn sugerował, że poszłam do łóżka z nowo poznanym chłopakiem.
- Pewnie, jeszcze mi powiedz, że jestem puszczalska! - nie ukrywałam, że zabolały mnie słowa Federico. Zgrabnie wyminęłam Leona i Pobiegłam po schodach, żeby zamknąć się w swoim pokoju. Co prawda nie wiele widziałam przez łzy, których miałam pełno w oczach. Nie obchodziło mnie co dzieje się na dole. Te słowa potwornie mnie zabolały.

Leon:

- Stary do końca zwariowałeś!?
- Ale o co chodzi? Zobaczyłem was, dwoje, chłopak i dziewczyna, ona w twojej koszuli, ty bez, w dodatku nie otwieraliście przez bite 10 minut. Co miałem pomyśleć?
- Nie 10 tylko co najwyżej 5!
- Mniejsza o to!
- Nawet gdybyśmy, to co? Tak prosto z mostu rzucasz?
- O co tu chodzi!? To w końcu zrobiłeś to?
- Co?
- No wiesz...
- Zwariowałeś!?
- No to co w końcu się tu stało?!
- Graliśmy w pokera...
- Nie kończ, wiem... Cholera, muszę przeprosić Violę...
- Nie, zapomnij! Ja to lepiej zrobię.
- Daj spokój, to moja kuzynka... - Fede był już w połowie schodów ale nagle się odwrócił. - Pamiętaj jedno. Kocham ją jak własną siostrę, i gdyby przyszło ci do głowy rozkochać ją w sobie, potem zniknąć jak gdyby nigdy nic, albo wykorzystać ją w łóżku, czy chociażby skrzywdzić, to wiedz, że długo nie pożyjesz...
- Rozumiem przekaz, a teraz idź do niej. I nie martw się, nie skrzywdzę jej, to nie w moim stylu...
- Akurat... Pamiętasz Larę, Morę, Stephie, Julie, Albę, Cande, Monicę, Emmę...
- Tak, pamiętam! Ale to nie jest najważniejsze!
- Każdą z nich przeleciałeś, gdyby Violka się dowiedziała...
W tym momencie spojrzałem w górę a tam kto? Moja księżniczka zapłakana stoi za ścianą i wszystko słyszy. Fede spojrzał w tym samym kierunku.
- Bardzo ci dziękuję stary...
- To nie ja zaciągnąłem wszystkie laski z Buenos Aires poniżej 18 do łóżka...
- Daruj sobie!

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 6

Violetta:

Niechętnie wstałam od stołu i ruszyłam w stronę drzwi. Nawet nie musiałam się odwracać, wiedziałam, że po sytuacji z Thomasem, Leon nie opuszcza mnie na krok. Zerknęłam przez wizjer i zauważyłam Lu w towarzystwie kilku dziewczyn. Szybko otworzyłam drzwi:
- Cześć Ludmiła! Jak się masz? Co tu robisz?
- Świetnie, dowiedziałam się z pewnego źródła, że jesteś sama w domu, więc postanowiłyśmy wpaść.
- Dla jasności: najprzystojniejsze i najskromniejsze źródło informacji nie powiedziało, że Violetta jest sama, tylko że nie ma jej rodziców... - sprostował Leon.
- Chyba domyślam się, kto sprzedał wam tę informację... Thomas? - zapytałam spoglądając na Leona a dziewczyny dusiły śmiech. Leon chyba nie załapał tego żartu, bo z kamienną twarzą udał się do kuchni.
- Oj, przepraszam nie przedstawiłam was. To Nati, Cami i Fran. Dziewczyny, to jest Violka.
- Cześć, miło nam cię poznać.
- Wy też chodzicie do Studia?
- Tak, tam się poznałyśmy. A ty?
- Ja też, ale obecnie mam zwolnienie. Dlaczego tak dobrze znacie Leona?
- Niestety, to mój kochany braciszek... - wyznała Fran.
- Naprawdę!? Nie jesteście wcale podobni! Wejdziecie?
- Nie, musimy wracać do Studia, do zobaczenia w poniedziałek.
Muszę szybko wrócić do Leona i go przeprosić. Weszłam do kuchni, gdzie Leon stał tyłem do mnie, gapiąc się w okno.
- Leon... - cicho zaczęłam. - Przepraszam.
Nie uzyskałam odpowiedzi, więc podeszłam do niego bliżej.
- Leon, proszę. Odezwij się do mnie. Bardzo żałuję tego co zrobiłam. Błagam cię, wybacz mi - prosiłam go płaczliwym głosem.

Leon:

Ciekawe jak długo jeszcze wytrzymam. wcale nie jestem na nią zły, nie potrafiłbym. Na razie chcę, żeby się jeszcze troszkę pomęczyła. Zauważyłem, że zbyt łatwo jej ulegam. Bez przerwy przepraszała mnie za moimi plecami a ja już nie dawałem rady. Wiem co zrobię! Szybko się odwróciłem, złapałem ją w talii i podniosłem, a następnie okręciłem wokół własnej osi.
- Nie umiem być na ciebie zły - powiedziałem delikatnie stawiając ją na ziemi, jednak nie zdjąłem dłoni. Byłem coraz bliżej. - Wiesz co zauważyłem? Zbyt łatwo ci ulegam. Ale podoba mi się to.
- Wiesz, że mi też... - biliśmy już tak blisko, że nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. - Ale to że ty mi tak łatwo ulegasz, nie znaczy, że ja też muszę.
Moja ukochana odsunęła się ode mnie z uśmiechem.
- Jesteś okropna, wiesz?
- Wiem, ale chyba zbyt mocno ci to nie przeszkadza. - odparła z uśmiechem.
- Nie, skąd. W zasadzie bardzo mi się to podoba.
Po raz kolejny zacząłem się przybliżać.
- Tym razem nie wymkniesz mi się tak łatwo.
- Przekonamy się - co ona kombinuje...
Zanim się porządnie zastanowiłem nad jej słowami, moja księżniczka pojawiła się po mojej prawej stronie.
- Jak ty... Dlaczego... Ale ja... A potem ty... - zacząłem się jąkać.
- Kochanie, nie wiesz o mnie wszystkiego.
- Chętnie się dowiem...
Resztę dnia spędziliśmy leżąc na moim łóżku i wymieniając się swoimi doświadczeniami życiowymi.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 5

Leon:

Może i zachowałem się okropnie ale... Co ja zrobiłem?
- Przepraszam, zachowuję się jak małolat, nie musisz nic mówić, wybacz - szybko się zreflektowałem.
- Kocham cię - przerwała mi. - Kocham cię, to była miłość od pierwszego wejrzenia.
Szeroko się uśmiechnąłem. Mocno przygarnąłem ją do siebie.
- Więc jesteśmy razem?
- Już myślałam że nie zapytasz - poczułem, że się uśmiecha.
- No no no Verdas, twoja dziewczyna to najśliczniejsza, najmądrzejsza, najbardziej utalentowana i najukochańsza dziewczyna w całym Buenos Aires, a nawet w całej Ameryce, jak nie na całym świecie!
- Jesteś słodki, kiedy rozmawiasz sam ze sobą* - cmoknęła mnie w policzek. A teraz przepraszam, czas się ogarnąć.
Kiedy moja śliczna dziewczyna (jak to wspaniale brzmi!) poszła do łazienki ja zacząłem się zastanawiać co ze sobą zrobić. Wtedy zobaczyłem niebieską torbę a na niej liścik.

Kochany Leonie!
Chcieliśmy Ci powiedzieć, że zostajemy na noc, ale widzę, że już sam się zorganizowałeś. ;) My jutro rano wylatujemy do San Diego a Ty dostałeś zadanie od Germana: masz się opiekować Violą. Jeżeli chodzi o szkołę, załatwiliśmy Wam zwolnienie, Violetta musi się najpierw zorganizować. Wracamy za cztery dni, a zaraz po powrocie w naszym domu odbędzie się kolacja z nowym współpracownikiem, ostatnia niestety się nie udała. Liczę, że po powrocie zastaniemy dom w jednym kawałku. Powodzenia, i przekaż swoje nowej dziewczynie, że jest prześliczna. Taką żonę możesz mieć ;)
Kocham Cię
Mama

Wspaniale! Całe cztery dni bez szkoły w towarzystwie mojej ślicznotki! Postanowiłem zignorować końcówkę listu. Szybko się ogarnąłem i zszedłem na dół. Viola już szykowała śniadanie. Zakradłem się od tyłu, położyłem dłonie na jej talii i szepnąłem wprost do jej ucha:
- Czy moja księżniczka potrzebuje mojej pomocy?
- Nie, prawie skończyłam.
Odwróciłem się, aby sięgnąć po szklankę soku, gdy usłyszałem syknięcie. Natychmiast pojawiłem się obok Violi.
- Wszystko w porządku? - zapytałem nieco zdenerwowany.
- Właściwie to nie, potwornie boli... - w jej oczach pojawiły się łzy. Szybko zamrugała aby się ich pozbyć.
Zauważyłem, że wzdłuż krawędzi jej dłoni pojawiły się bąble a czerwona skóra zaczęła się łuszczyć.
- Nie wygląda to dobrze, chodź! - wszystko trwało dosłownie kilka sekund. W mgnieniu oka wprowadziłem moją królewnę do łazienki, odkręciłem zimną wodę a gdy jej dłoń znajdowała się pod strumieniem wody ja szukałem apteczki.
- Otwórz pierwszą szafkę na lewo od umywalki - podpowiedzi Violi bardzo mi pomogły.
- Dzięki - posłałem jej szczery uśmiech. - Jak się czujesz?
- Lepiej, dziękuję.
Podszedłem do niej, opatrzyłem ranę i delikatnie ucałowałem obolałe miejsce.
- Przeszedłeś jakiś kurs?
- Tak, moi rodzice się uparli. Zasadniczo mogę już pracować jako pielęgniarka - i znów ten przesłodki śmiech.
- Dobrze, bo ta umiejętność przyda ci się, jeżeli chcesz się ze mną spotykać.
- Nie przesadzaj, mały wypadek, każdemu mogło się to przydarzyć... Ok, powinno być dobrze.
- Bardzo dziękuję moja pielęgniarko - dostałem zdawkowego całusa w policzek. Przytrzymałem ją za ramię, aby przedłużyć pocałunek. Gdy Viola odsunęła się ode mnie na kilka milimetrów położyłem dłonie na jej plecach by ją przytrzymać i wyszeptałem:
- Wiesz, że jesteśmy razem od pół godziny a my już mamy za sobą drugi pocałunek, w dodatku czuję się jakbym znał cię od co najmniej roku.
- Jesteś kochany!

Violetta:

To zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia! Siedzimy na kanapie i oglądamy jakiś film. W zasadzie to Leon siedzi a ja leżę na jego kolanach. W dodatku mój ukochany bez przerwy gładzi mnie po włosach. Czuję się wspaniale.
- Jesteś głodna? - głos Leona wyrwał mnie z zamyśleń.
- Troszkę...
- Poczekaj, zaraz coś przygotuję.
- Naprawdę nie musisz, jesteś tu gościem...
- To dla mnie przyjemność - ucałował mnie w dłoń.
Na obiad Leoś przygotował spaghetti, rzecz jasna na jednym talerzu. Czuję się wspaniale. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi.












* a tak Leon rozmawia sam ze sobą:

https://v.cdn.vine.co/r/videos/9C28E8BAC81040387445478596608_15f15a5a332.4.7.13696216125512590784_l21yKuQ8BGQ_WcBY6EQZ22o23uT2NE6XqGIECIrNYYfxd5QKOtE0otVe3wKNmm4J.mp4?versionId=VCR3G0p7Yg9ADRVVhZg4.dIhhmPdWrAP

:* musicie to obejrzeć!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 4

Violetta:

Obudziłam się dość późno, bo po 11. Musiałam być wykończona po wczorajszym dniu. Wczorajszy dzień... Nagle wróciły wszystkie wspomnienia. Nie wierzę, że to zrobiłam! Muszę szybko zadzwonić do Leona i mu to wyjaśnić! Chwyciłam za telefon i wybrałam jego numer. W tym momencie usłyszałam piękną piosenkę (https://www.youtube.com/watch?v=PxQWhkX4dgM). Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam telefon Leona i... samego Leona! Śpiącego obok mojego łóżka!
- Halo? - usłyszałam jego zaspany głos. W pewnej chwili podniósł się na łokciach i zorientował się, co się dzieje. Szybko się rozłączył. - Jak się czujesz?
- Już lepiej, bardzo ci dziękuję i przepraszam za wczoraj...
- Czyli, to co mówiłaś, to nie prawda?
Czyli jednak pamięta. I co ja mam mu teraz powiedzieć?

Leon:

Zauważyłem, że Violetta poczuła się niezręcznie. Nie ma co się dziwić. Ale musiałem wiedzieć.
- Czy to była prawda? - może i naciskałem na nią zbyt mocno, ale muszę wiedzieć, na czym stoję.
- Tak - szepnęła prawie niesłyszalnie i schowała się pod kołdrę. Wtedy zdałem sobie sprawę, co się właśnie wydarzyło.
- Chcesz znać prawdę? - zapytałem odsłaniając kołdrę.
- Oczywiście!
- To, co usłyszałaś ode mnie to też szczera prawda. Chciałem żebyś wiedziała, pójdę już.
Zacząłem zbierać się do wyjścia. Znów usłyszałem ten słodki głos:
- Proszę zostań.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem - uśmiechnąłem się.
- Jakim? - zobaczyłem przerażenie w jej oczach.
- Przyznaj otwarcie, że mnie kochasz!


 Dzisiaj króciutko, bo czeka
mnie jeszcze sprzątanie ;*
Do zobaczenie pyśki :3
~ Tuśka <3

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 3

Leon:
Oglądam właśnie największy koszmar mojego życia! Thomas Heredia... Osoba, która jest uznawana za największego buntownika w całej szkole jak nie w Buenos Aires... Próbował kiedyś ze mnie zrobić podobną osobę, namawiał do palenia, alkoholu i innych używek. Oby tylko nie zbliżał się do Violetty... Przychodzę, i co widzę? Thomas, który dosłownie ślini się na widok Violi. MOJEJ VIOLI! Jeżeli zrobi jej krzywdę nie ręczę za siebie...


Violetta:
To zaskakujące! Jestem w Buenos Aires do kilku godzin a już jestem otoczona przez chłopców. Tacie się to nie spodoba... Chociaż w sumie widać, że polubił Leona, w końcu przyjaźni się z jego rodzicami, ale ten chłopak... Wygląda na buntownika, coś czuję, że nie będę go często widywać. Nie wygląda sympatycznie...
- Mogę w czymś pomóc?
- Taka ślicznota może mi pomóc tylko w jednym... - dość dwuznacznie to zabrzmiało, ale nie wnikam.
- Może trochę jaśniej, kogoś szukasz?
- Violu! - w samą porę! - Kim jest ten chłopak?
Tata już krzywo na niego patrzył a gdy spojrzenie tajemniczego chłopaka i Leona się spotkało miałam wrażenie, że zaraz się pobiją...
- Kim jesteś i czego szukasz? - nie powiem, tata zareagował dość ostro...
- Gdzie moje maniery? Mówią na mnie Thomas, co ty na to ślicznotko?
- Czegoś potrzebujesz? - ojej, chyba tacie puszczają powoli nerwy.
- Dowiedziałem się, że nowe osóbki wprowadziły się na tę ulicę a ja jestem znany z tego, że każda ładniejsza jest moja. Więc powiedz mi piękna jak cię zwą, żebym mógł skraść twe serce.
W tym momencie Leon nie wytrzymał. Stanął między mną a Thomasem tak, że wcale go nie widziałam a tata wraz z ojcem Leona grzecznie wyprosili gościa. Mama Leona stanęła obok mnie i zaczęła głaskać mnie po plecach.
- Wszystko w porządku? Strasznie blada się zrobiłaś...
- Tak, cała ta sytuacja była bardzo dziwna, chyba pójdę się położyć...
To prawda, że ledwo trzymałam się na nogach. Nie wiem co, ale coś odpychało mnie od tego całego Thomasa.
- Pomogę ci - twarz Leona zmieniła się nie do poznania. Podczas spotkania z Thomasem bałam się go, twarz kamienna i okropny, zły wyraz. Teraz opiekuńczy, kochany, z promiennym uśmiechem objął mnie ramieniem, pozwalając mi się na sobie lekko "uwiesić". Gdy szłam po schodach o mało co się nie przewróciłam. Byliśmy poza zasięgiem wzroku naszych rodziców, więc Leon szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Cicho mu podziękowałam.

Leon:
Niby krótkie spotkanie a jak zareagowała Viola? Czemu ja ją tak nazywam? Jest półżywa! Gdy szepnęła jedno słowo: "Dziękuję" zrobiło mi się ciepło na sercu. Jest taka delikatna, taka drobna. Tak łatwo można jej zrobić krzywdę... Chyba musiałem się poważnie zakochać. Gdy ułożyłem ją wygodnie zamierzałem wyjść, ale znów urzekł mnie ten słodki, cichutki głosik:
- Proszę, zostań ze mną... Boję się...
Zadrżałem.
- Oczywiście, że z tobą zostanę - podszedłem do niej i pogłaskałem ją po głowie. - Nie masz się czego bać.
- Gdzie nie spojrzę widzę jego twarz... Dlaczego?
Ostatnie słowo wypowiedziała niemal płacząc. Szybko podniosłem ją do pozycji siedzącej i przytuliłem ją.
- Nie wiem dlaczego, ale wiem jedno. Nie pozwolę, żeby stała ci się jakakolwiek krzywda.
Byłem pewien swoich słów. Podniosła głowę a ja miałem szansę ujrzeć jej przepiękne, brązowe oczy.
- Dziękuję że jesteś przy mnie... Kocham cię.
Czy to tylko moja wyobraźnia, czy ona na prawdę to powiedziała... Nie mogę w to uwierzyć! Dziewczyna z moich snów powiedziała te magiczne słowa! Miłość zmienia człowieka. Postanowiłem nie czekać dłużej:
- Ja też cię kocham, kocham cię od momentu, w którym cię zobaczyłem...
- Miłość od pierwszego wejrzenia? - wyszeptała.
- Można tak to nazwać - zaśmiałem się cicho. Byłem już tak blisko, że prawie dotykałem czołem jej czoła.
Nie chciałem trzymać jej dłużej w niepewności. Pocałowałem ją.

Nasz magiczny pierwszy pocałunek!

Szykuje się niezła akcja. Bardzo dziękuję za komentarze :*
Jesteście niezastąpieni (o ile ktoś to w ogóle czyta...)
Ach, to piękne zdjęcie xD Chciałam coś na ciemnym tle,
że niby noc i te klimaty ale coś nie poszło...
Ważne, że się całują xD
~kochająca Was i czekająca na komentarze
Tuśka <3