Leon:
To wszystko jest jakieś podejrzane... Jest bardzo agresywna, to nie jest zwykły kac... Jeżeli on coś jej zrobił nie ręczę za siebie! Powoli zakradłem się pod pokój Violi i zajrzałem przez lekko uchylone drzwi. Tam dział się jakiś koniec świata. Violetta rzucała wazonami, doniczkami, długopisami, ubraniami, wszystkim co jej wpadło w ręce! To jakaś masakra!
Nie wierzę, że dopiero skończył się pierwszy dzień z Leonem... Nienawidzę go! Po raz kolejny rzuciłam ramką ze zdjęciem. Roztrzaskała się na milion kawałków. Dopiero teraz zauważyłam, jakie zdjęcie w niej tkwiło. Esmeralda... Moja macocha... Po śmierci mamy zaczęła się rządzić w domu, tata nic nie widzi, kocha ją. Dlaczego? Bo jest zupełnym przeciwieństwem mamy! Wredna, złośliwa, nienawidzi mnie... Mam jej dość! Zdjęcie dodatkowo przydeptałam moimi 9 centymetrowymi obcasami. Swoją drogą, to prześliczne buty. Muszę się wybrać na zakupy... Czas odświeżyć swoją szafę... Warto by coś zjeść!
Już po mnie jedzie! Jest kochany! Może się zakochałam? Jest o niebo lepszy od Leona! Dla mnie nawet w środku nocy znajdzie czas, żeby przyjechać i zabrać jak najdalej od świata! Wybrałam odpowiedni strój. Chciałam wyglądać wyjątkowo, dla niego... Znalazłam jakieś ubrania w szafie Esmeraldy. Tak, włamałam się do jej pokoju... Ma dwie półki przygotowane dla swojej córki, wstrętnej Lary... Z którą, z tego co wiem też kręcił Leon... Nie chcę o tym myśleć! Zgarnęłam to, czego potrzebowałam, i zeszłam na dół. Jeszcze ostatnie pociągnięcie szminką i... gotowe! Myślę, że wyglądam świetnie! Usłyszałam, że mój ukochany już przyjechał. Wyglądał, jak zwykle, niegrzecznie. Może to mnie tak pociągało...
- Wskakuj - jego głos... Tak głęboki... Mmmmm...
O dziwo nie jechaliśmy do jego domu, ale w zupełnie przeciwną stronę.
- Thomas, ale ostatnio jechaliśmy w drugą stronę, co się dzieje?
- Zabieram cię daleko od świata, tam, gdzie nikt nas nie znajdzie!
Nie powiem, jego słowa zawróciły mi w głowie. Nagle gwałtownie zatrzymał się i zjechał na pobocze.
- Vilu, nie chciałem ci tego mówić, bo nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale teraz wiem. Kocham cię! I pragnę ciebie z całego serca!
To mówiąc odpiął pas i mnie pocałował. Był bardzo brutalny, może aż za bardzo. Ale był w tym tak inny od Leona... Wcale nie delikatny! Był zdecydowany. Ja też już wiem czego chcę! Powoli rozpinałam mu guziki od koszuli. Nie wiem co mnie napadło, pragnęłam go. Tu i teraz!
- Violu, nie tu, nie teraz... Zaraz dojedziemy, tam oddam ci się w całości!
To było piękne! Thomas znów zasiadł za kierownicą i po godzinie dojechaliśmy do starej szopy. Zanim wysiadłam zdjęłam moją bluzkę. Wiedziałam, że nikt oprócz Thomasa mnie nie zobaczy... W samym staniku pozwoliłam otworzyć sobie drzwi. Chłopak wprowadził mnie do środka, gdzie nie było niczego, z wyjątkiem wielkiego łóżka. Nie chciałam już czekać! Rzuciłam się na niego, rozpinając jego koszulę. Odepchnął mnie ze śmiechem.
- Kotku, mam jeszcze coś - to mówiąc wyciągnął z torby strzykawkę. - Widzę, że zmieniłaś się w buntowniczkę, więc pozwól, że symbolicznie zrobię z siebie moją kocicę.
Nie wiedziałam co mówi, pragnęłam sexu za wszelką cenę, więc pozwoliłam mu na wstrzyknięcie mi tej dziwnej substancji. Miałam dość, po tej dziwnej sytuacji odsunęłam się od mojego kochanka, rozebrałam się do naga i z zaskoczenia napadłam go, tym samym przewracając go na łóżko. Sam pozbawił siebie koszuli, więc miałam ułatwione zadanie. Gdy już dostałam się do jego bokserek to on przejął inicjatywę. Bez zastanowienia wszedł we mnie, był bardzo niedelikatny.
- Kotku, to boli!
- Wiesz co... - postanowił przerwać nasz spontaniczny stosunek. - Może zapalisz...
- Zrobię co zechcesz, ale pozbaw mnie dziewictwa! Tak bardzo tego chcę!
Znów ten śmiech. O co tu chodzi? Bez chwili wahania wzięłam do ust papierosa, mocno się zaciągnęłam i zgasiłam go.
- Błagam, zróbmy to!
- Violu, pozwól, że coś ci wyjaśnię. Nienawidzę Verdasa. Odebrał mi Larę, miłość mojego życia. Rozdziewiczył ją a potem zostawił. A ona nadal jest wpatrzona w niego jak w obrazek. Dlatego chcę się na nim odegrać. Pomożesz mi.
- Nie bardzo rozumiem...
- Oj kotku, naprawdę? Najpierw cię upiłem, teraz zmusiłem do palenia, wstrzyknąłem i heroinę do żył. Niszczę twój organizm! Długo tak nie pociągniesz, może tydzień... Dlatego chcę jak najszybciej wypełnić ostatnią część planu - po tych słowach rzucił się na mnie, mocno złapał nadgarstki. - Zgwałcić cię!
Bez przerwy próbowałam się wyrwać. To na nic. Zadał mi okropnie dużo bólu, nieustannie patrząc mi w oczy.
- Twoje cierpienie, to muzyka dla moich uszu - w tym momencie mocno wbił się we mnie a ja krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Przestań!
- Kiciu, sama chciałaś się ze mną kochać. Choć trudno to nazwać kochaniem. Nienawidzę cię, tak samo jak Leonka...
- Mówiłeś...
- Wiele się mówi, żeby zaciągnąć dziewczynę do łóżka.
Nareszcie zrozumiałam co tu się dzieje! Zaczęłam panicznie krzyczeć. W tej sekundzie Leon wyskoczył zza pudeł.
- Puszczaj ją!
- Książę z bajki się znalazł - zadał mi ostatni cios żyletką. - Żegnam!
Po tych słowach się ulotnił. Leon w ciągu sekundy pojawił się obok mnie.
- Doszło do tego?
- Tak - rozpłakałam się niczym małe dziecko.
- Już spokojnie, cichutko - Leon pomógł mi się ubrać. To za dużo powiedziane! W zasadzie tylko narzucić bieliznę oraz jego bluzę. Jego zapach odganiał złe myśli. Moje nogi wyglądają potwornie! Jak dobrze że Leon tu jest. Jak ja mogłam w niego zwątpić? Przecież ja go kocham!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jest tak niesamowicie dziwne! Niektórzy blogerzy po 10 rozdziale dają posta "Wielkie dzięki za 50000 wyświetleń!". Ja rozumiem, że nie mogę się równać z Nath czy Teddy Verdas, ale ludzie! Moja historia, choć nie jest wspaniała, jest oryginalna! Jeżeli czytasz, błagam, zostaw chociaż buźkę w komentarzu! I nadal liczę na pomoc w sprawie ogarnięcia wyglądu bloga.
Violetta:
Leon:
Violetta właśnie wychodzi z pokoju. Złapałem ją za łokieć.
- Musimy pogadać.
- Fajnie, szkoda że nie mamy o czym!
Od razu ja puściłem. Moją uwagę zwróciło kilka szczegółów. Ma szerokie źrenice słabo reagujące na zmiany światła, przekrwione spojówki oraz charakterystyczny słodkawy oddech i przesiąknięte tym zapachem ubranie. Jestem pewien. Thomas podał jej marihuanę!
- Fede! - akurat szedł do swojego pokoju. - Musimy pogadać!
- Serio? O 2 w nocy? Przez tę sytuację z Vilu nie mogę spać, co jest?
- Bez owijania w bawełnę, jestem pewien, Thomas do tego wina dodał marihuanę!
- Nie możesz być tego pewien.
- Ma pierwsze objawy.
- Może to ze zmęczenia?
- A ten zapach?
- Wiesz, że uwielbia perfumy...
- Ok, nie to nie, ale ja i tak wiem swoje...
W tym momencie Viola weszła po schodach do korytarza.
- Proszę, kogo my tu mamy - pomimo złości nadal była śliczna.
- Jakbyś nie wiedziała nadal tu mieszkam! - zgromiłem Fede wzrokiem. - No co? To moja wina że przez tą młodą nie spałem przez dobre 20 godzin?
- Ok, no problemo, ktoś na mnie czeka, więc do zobaczenia... A może nie...
- Stary, pogięło cię?! Ona na pewno idzie do Thomasa, znowu ją upije i Bóg wie co dalej!
- Niech idzie... Może się czegoś nauczy...
Już go nie było. Nie będę cierpliwie czekał w domu. Idę za nią!
Violetta:
Mam tego dość! Dzwonię do Thomasa, on jedyny mnie rozumie!
- Halo?
- Thomas? Przepraszam, że tak późno, ale potrzebuję cię!
- Vilu, nie martw się, zaraz po ciebie przyjadę!
- Dziękuję, czekam.
- Wskakuj - jego głos... Tak głęboki... Mmmmm...
O dziwo nie jechaliśmy do jego domu, ale w zupełnie przeciwną stronę.
- Thomas, ale ostatnio jechaliśmy w drugą stronę, co się dzieje?
- Zabieram cię daleko od świata, tam, gdzie nikt nas nie znajdzie!
Nie powiem, jego słowa zawróciły mi w głowie. Nagle gwałtownie zatrzymał się i zjechał na pobocze.
- Vilu, nie chciałem ci tego mówić, bo nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale teraz wiem. Kocham cię! I pragnę ciebie z całego serca!
To mówiąc odpiął pas i mnie pocałował. Był bardzo brutalny, może aż za bardzo. Ale był w tym tak inny od Leona... Wcale nie delikatny! Był zdecydowany. Ja też już wiem czego chcę! Powoli rozpinałam mu guziki od koszuli. Nie wiem co mnie napadło, pragnęłam go. Tu i teraz!
- Violu, nie tu, nie teraz... Zaraz dojedziemy, tam oddam ci się w całości!
To było piękne! Thomas znów zasiadł za kierownicą i po godzinie dojechaliśmy do starej szopy. Zanim wysiadłam zdjęłam moją bluzkę. Wiedziałam, że nikt oprócz Thomasa mnie nie zobaczy... W samym staniku pozwoliłam otworzyć sobie drzwi. Chłopak wprowadził mnie do środka, gdzie nie było niczego, z wyjątkiem wielkiego łóżka. Nie chciałam już czekać! Rzuciłam się na niego, rozpinając jego koszulę. Odepchnął mnie ze śmiechem.
- Kotku, mam jeszcze coś - to mówiąc wyciągnął z torby strzykawkę. - Widzę, że zmieniłaś się w buntowniczkę, więc pozwól, że symbolicznie zrobię z siebie moją kocicę.
Nie wiedziałam co mówi, pragnęłam sexu za wszelką cenę, więc pozwoliłam mu na wstrzyknięcie mi tej dziwnej substancji. Miałam dość, po tej dziwnej sytuacji odsunęłam się od mojego kochanka, rozebrałam się do naga i z zaskoczenia napadłam go, tym samym przewracając go na łóżko. Sam pozbawił siebie koszuli, więc miałam ułatwione zadanie. Gdy już dostałam się do jego bokserek to on przejął inicjatywę. Bez zastanowienia wszedł we mnie, był bardzo niedelikatny.
- Kotku, to boli!
- Wiesz co... - postanowił przerwać nasz spontaniczny stosunek. - Może zapalisz...
- Zrobię co zechcesz, ale pozbaw mnie dziewictwa! Tak bardzo tego chcę!
Znów ten śmiech. O co tu chodzi? Bez chwili wahania wzięłam do ust papierosa, mocno się zaciągnęłam i zgasiłam go.
- Błagam, zróbmy to!
- Violu, pozwól, że coś ci wyjaśnię. Nienawidzę Verdasa. Odebrał mi Larę, miłość mojego życia. Rozdziewiczył ją a potem zostawił. A ona nadal jest wpatrzona w niego jak w obrazek. Dlatego chcę się na nim odegrać. Pomożesz mi.
- Nie bardzo rozumiem...
- Oj kotku, naprawdę? Najpierw cię upiłem, teraz zmusiłem do palenia, wstrzyknąłem i heroinę do żył. Niszczę twój organizm! Długo tak nie pociągniesz, może tydzień... Dlatego chcę jak najszybciej wypełnić ostatnią część planu - po tych słowach rzucił się na mnie, mocno złapał nadgarstki. - Zgwałcić cię!
Bez przerwy próbowałam się wyrwać. To na nic. Zadał mi okropnie dużo bólu, nieustannie patrząc mi w oczy.
- Twoje cierpienie, to muzyka dla moich uszu - w tym momencie mocno wbił się we mnie a ja krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Przestań!
- Kiciu, sama chciałaś się ze mną kochać. Choć trudno to nazwać kochaniem. Nienawidzę cię, tak samo jak Leonka...
- Mówiłeś...
- Wiele się mówi, żeby zaciągnąć dziewczynę do łóżka.
Nareszcie zrozumiałam co tu się dzieje! Zaczęłam panicznie krzyczeć. W tej sekundzie Leon wyskoczył zza pudeł.
- Puszczaj ją!
- Książę z bajki się znalazł - zadał mi ostatni cios żyletką. - Żegnam!
Po tych słowach się ulotnił. Leon w ciągu sekundy pojawił się obok mnie.
- Doszło do tego?
- Już spokojnie, cichutko - Leon pomógł mi się ubrać. To za dużo powiedziane! W zasadzie tylko narzucić bieliznę oraz jego bluzę. Jego zapach odganiał złe myśli. Moje nogi wyglądają potwornie! Jak dobrze że Leon tu jest. Jak ja mogłam w niego zwątpić? Przecież ja go kocham!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jest tak niesamowicie dziwne! Niektórzy blogerzy po 10 rozdziale dają posta "Wielkie dzięki za 50000 wyświetleń!". Ja rozumiem, że nie mogę się równać z Nath czy Teddy Verdas, ale ludzie! Moja historia, choć nie jest wspaniała, jest oryginalna! Jeżeli czytasz, błagam, zostaw chociaż buźkę w komentarzu! I nadal liczę na pomoc w sprawie ogarnięcia wyglądu bloga.
Kocham Was (choć pewnie piszę to sama do siebie...)
~Tuśka <3

