Violetta:
Niechętnie wstałam od stołu i ruszyłam w stronę drzwi. Nawet nie musiałam się odwracać, wiedziałam, że po sytuacji z Thomasem, Leon nie opuszcza mnie na krok. Zerknęłam przez wizjer i zauważyłam Lu w towarzystwie kilku dziewczyn. Szybko otworzyłam drzwi:
- Świetnie, dowiedziałam się z pewnego źródła, że jesteś sama w domu, więc postanowiłyśmy wpaść.
- Dla jasności: najprzystojniejsze i najskromniejsze źródło informacji nie powiedziało, że Violetta jest sama, tylko że nie ma jej rodziców... - sprostował Leon.
- Chyba domyślam się, kto sprzedał wam tę informację... Thomas? - zapytałam spoglądając na Leona a dziewczyny dusiły śmiech. Leon chyba nie załapał tego żartu, bo z kamienną twarzą udał się do kuchni.
- Oj, przepraszam nie przedstawiłam was. To Nati, Cami i Fran. Dziewczyny, to jest Violka.
- Cześć, miło nam cię poznać.
- Wy też chodzicie do Studia?
- Tak, tam się poznałyśmy. A ty?
- Ja też, ale obecnie mam zwolnienie. Dlaczego tak dobrze znacie Leona?
- Niestety, to mój kochany braciszek... - wyznała Fran.
- Naprawdę!? Nie jesteście wcale podobni! Wejdziecie?
- Nie, musimy wracać do Studia, do zobaczenia w poniedziałek.
Muszę szybko wrócić do Leona i go przeprosić. Weszłam do kuchni, gdzie Leon stał tyłem do mnie, gapiąc się w okno.
- Leon... - cicho zaczęłam. - Przepraszam.
Nie uzyskałam odpowiedzi, więc podeszłam do niego bliżej.
- Leon, proszę. Odezwij się do mnie. Bardzo żałuję tego co zrobiłam. Błagam cię, wybacz mi - prosiłam go płaczliwym głosem.
Leon:
Ciekawe jak długo jeszcze wytrzymam. wcale nie jestem na nią zły, nie potrafiłbym. Na razie chcę, żeby się jeszcze troszkę pomęczyła. Zauważyłem, że zbyt łatwo jej ulegam. Bez przerwy przepraszała mnie za moimi plecami a ja już nie dawałem rady. Wiem co zrobię! Szybko się odwróciłem, złapałem ją w talii i podniosłem, a następnie okręciłem wokół własnej osi.
- Nie umiem być na ciebie zły - powiedziałem delikatnie stawiając ją na ziemi, jednak nie zdjąłem dłoni. Byłem coraz bliżej. - Wiesz co zauważyłem? Zbyt łatwo ci ulegam. Ale podoba mi się to.- Wiesz, że mi też... - biliśmy już tak blisko, że nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. - Ale to że ty mi tak łatwo ulegasz, nie znaczy, że ja też muszę.
Moja ukochana odsunęła się ode mnie z uśmiechem.
- Jesteś okropna, wiesz?
- Wiem, ale chyba zbyt mocno ci to nie przeszkadza. - odparła z uśmiechem.
- Nie, skąd. W zasadzie bardzo mi się to podoba.
Po raz kolejny zacząłem się przybliżać.
- Tym razem nie wymkniesz mi się tak łatwo.
- Przekonamy się - co ona kombinuje...
Zanim się porządnie zastanowiłem nad jej słowami, moja księżniczka pojawiła się po mojej prawej stronie.
- Jak ty... Dlaczego... Ale ja... A potem ty... - zacząłem się jąkać.
- Kochanie, nie wiesz o mnie wszystkiego.
- Chętnie się dowiem...
Resztę dnia spędziliśmy leżąc na moim łóżku i wymieniając się swoimi doświadczeniami życiowymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz