Violetta:
Mogłabym tak leżeć godzinami, wtulona w umięśniony tors Leona. Wymarzony wieczór. Właśnie opowiadał o swojej podróży do Meksyku jako 8-letni chłopiec kiedy usłyszałam znaną mi melodię. Leon spojrzał na swój telefon, po czym odebrał połączenie:
- Cześć mamo...
Ta melodia, słyszałam ją rano, po tej fatalnej kolacji. Muszę porozmawiać z Leonem!
- Nie mamo... Przestań!... Chyba żartujesz... Bez komentarza...
Rozłączył się wyraźnie zły. Był w takim samym stanie, gdy spotkał się z Thomasem. Bałam się do niego podejść. Nagle jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Wstrzymałam oddech. Nie wiedziałam, co zrobić. Uciec z własnego domu? Podejść do niego? Zostać na miejscu i udawać że mnie nie ma? Zdecydowanie trzecia opcja była najrozsądniejsza! Leon powoli wstał i zaczął stawiać małe kroki w moim kierunku, co sprawiało, że ja oddalałam się w stronę drzwi mojego pokoju.
- Nie bój się - powiedział rozkładając ramiona. - Nic ci nie zrobię.
Widocznie przerażenie miałam wypisane na twarzy. Dlaczego ja się boję własnego chłopaka? Może to wina tego, że jestem w Argentynie od kilku dni. W pewnym momencie przestałam myśleć i pobiegłam w stronę Leona, wpadając w jego silne ramiona.
- Nie wiem co się ze mną dzieje... - wyznałam.
- Ja wiem. Jesteś zagubiona, to normalne - mówiąc to przytulił mnie mocniej i pocałował w czubek głowy.
- Dziękuję że jesteś.
- Zawsze będę. Mam pomysł jak sprawić, żebyś przestała o tym myśleć - gdy to powiedział na jego twarzy rozkwitł przepiękny, ale zarazem tajemniczy uśmiech.
- Mam się bać?
- Nie do końca. Zagramy w rozbieranego pokera.
- Chyba zwariowałeś! Gdyby tata się o tym dowiedział...
- A czy widzisz tu gdzieś swojego tatę? Zaufaj mi księżniczko. Chcę, żebyś przestała się bać rzeczy, które są całkiem normalne. No to co?
Pomysł był bardzo kuszący. W końcu niecodziennie masz szansę zobaczyć ukochanego, który się przed tobą rozbiera.
- Ok, może być zabawnie.
Po niecałych 20 minutach gry siedziałam na dywanie w samym staniku i spódniczce, natomiast Leon właśnie przegrywał i musiał pozbyć się koszulki. Przyznam, że zaparło mi dech w piersiach.
- Skarbie, twoja kolej - tej wypowiedzi towarzyszył przeuroczy uśmiech.
- Nie rozumiem co cię tak śmieszy - próbowałam udawać choć trochę obrażoną.
- Kotku, gapisz się na mnie od 5 minut, zaczynałem się martwić.
- Odezwał się ten, który wcale nie gapi się na moje ciało.
- Ale ja potrafię jednocześnie gapić się i trzeźwo myśleć.
- Proszę bardzo jak dla mnie możesz ubrać koszulę, nie ma problemu, nawet ja mogę się ubrać... - nawet nie dał mi dokończyć, bez żadnych ceregieli wpił się w moje usta.
- Nie musisz, jesteś piękna.
Odpowiedziałam mu na to czystym, niepohamowanym śmiechem.
- Możesz mi zdradzić co się tak rozbawiło?
- To szaleństwo! Gdyby ktoś tydzień temu, czy nawet wczoraj, powiedział mi, że będę w samym staniku i spódniczce paradować po domu, w który, jednocześnie przebywa mój chłopak, z którym znam się zaledwie od kilku dni, wzięłabym go za wariata, wykrzyczała w twarz żeby mnie jeszcze dziwką nazwał, ale teraz...
To wszystko jest magiczne.
Znów to samo. Bez żadnego ostrzeżenia chłopak dość brutalnie mnie pocałował. Wtem rozległ się dzwonek do drzwi.
- Cholera... - Leon był widocznie zły. Nie dziwię mu się. Zawsze ktoś nam przeszkadza. Z początku ignorowaliśmy nieproszonego gościa ale on był coraz bardziej nachalny. Leon rzucił we mnie swoją koszulę.
- Skoro już musimy go wpuścić musisz się ubrać. Tylko ja mogę cię podziwiać bez koszulki - cmoknął mnie w policzek a sam poszedł otworzyć.
- Czekaj, ja to zrobię - to w końcu mój dom.
O dziwo Leon nie spierał się. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się mokry Fede.
- Z tego co wiem nadal tu mieszkam! Fakt, ostatnio siedziałem u Maxiego, ale to nie zmienia faktu, że to nadal mój dom! Siema Leon. Violetta, myślę, że mi to jakoś wyjaśnisz! Przy okazji, koszula Leona świetnie na tobie wygląda. Muszę sobie taką kupić. Lepiej białą czy lekko kremową? Zaraz zaraz... Leon? Bez koszulki? Viola w jego koszuli? Długo nie otwierali? Może wam w czymś przeszkodziłem?
Myślałam że zaraz spalę się ze wstydu. Mój ukochany kuzyn sugerował, że poszłam do łóżka z nowo poznanym chłopakiem.
- Pewnie, jeszcze mi powiedz, że jestem puszczalska! - nie ukrywałam, że zabolały mnie słowa Federico. Zgrabnie wyminęłam Leona i Pobiegłam po schodach, żeby zamknąć się w swoim pokoju. Co prawda nie wiele widziałam przez łzy, których miałam pełno w oczach. Nie obchodziło mnie co dzieje się na dole. Te słowa potwornie mnie zabolały.
- Nie rozumiem co cię tak śmieszy - próbowałam udawać choć trochę obrażoną.
- Kotku, gapisz się na mnie od 5 minut, zaczynałem się martwić.
- Odezwał się ten, który wcale nie gapi się na moje ciało.
- Ale ja potrafię jednocześnie gapić się i trzeźwo myśleć.
- Proszę bardzo jak dla mnie możesz ubrać koszulę, nie ma problemu, nawet ja mogę się ubrać... - nawet nie dał mi dokończyć, bez żadnych ceregieli wpił się w moje usta.
- Nie musisz, jesteś piękna.
Odpowiedziałam mu na to czystym, niepohamowanym śmiechem.
- Możesz mi zdradzić co się tak rozbawiło?
- To szaleństwo! Gdyby ktoś tydzień temu, czy nawet wczoraj, powiedział mi, że będę w samym staniku i spódniczce paradować po domu, w który, jednocześnie przebywa mój chłopak, z którym znam się zaledwie od kilku dni, wzięłabym go za wariata, wykrzyczała w twarz żeby mnie jeszcze dziwką nazwał, ale teraz...
To wszystko jest magiczne.
Znów to samo. Bez żadnego ostrzeżenia chłopak dość brutalnie mnie pocałował. Wtem rozległ się dzwonek do drzwi.
- Cholera... - Leon był widocznie zły. Nie dziwię mu się. Zawsze ktoś nam przeszkadza. Z początku ignorowaliśmy nieproszonego gościa ale on był coraz bardziej nachalny. Leon rzucił we mnie swoją koszulę.
- Skoro już musimy go wpuścić musisz się ubrać. Tylko ja mogę cię podziwiać bez koszulki - cmoknął mnie w policzek a sam poszedł otworzyć.
- Czekaj, ja to zrobię - to w końcu mój dom.
O dziwo Leon nie spierał się. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się mokry Fede.
- Z tego co wiem nadal tu mieszkam! Fakt, ostatnio siedziałem u Maxiego, ale to nie zmienia faktu, że to nadal mój dom! Siema Leon. Violetta, myślę, że mi to jakoś wyjaśnisz! Przy okazji, koszula Leona świetnie na tobie wygląda. Muszę sobie taką kupić. Lepiej białą czy lekko kremową? Zaraz zaraz... Leon? Bez koszulki? Viola w jego koszuli? Długo nie otwierali? Może wam w czymś przeszkodziłem?
Myślałam że zaraz spalę się ze wstydu. Mój ukochany kuzyn sugerował, że poszłam do łóżka z nowo poznanym chłopakiem.
- Pewnie, jeszcze mi powiedz, że jestem puszczalska! - nie ukrywałam, że zabolały mnie słowa Federico. Zgrabnie wyminęłam Leona i Pobiegłam po schodach, żeby zamknąć się w swoim pokoju. Co prawda nie wiele widziałam przez łzy, których miałam pełno w oczach. Nie obchodziło mnie co dzieje się na dole. Te słowa potwornie mnie zabolały.
Leon:
- Stary do końca zwariowałeś!?
- Ale o co chodzi? Zobaczyłem was, dwoje, chłopak i dziewczyna, ona w twojej koszuli, ty bez, w dodatku nie otwieraliście przez bite 10 minut. Co miałem pomyśleć?
- Nie 10 tylko co najwyżej 5!
- Mniejsza o to!
- Nawet gdybyśmy, to co? Tak prosto z mostu rzucasz?
- O co tu chodzi!? To w końcu zrobiłeś to?
- Co?
- No wiesz...
- Zwariowałeś!?
- No to co w końcu się tu stało?!
- Graliśmy w pokera...
- Nie kończ, wiem... Cholera, muszę przeprosić Violę...
- Nie, zapomnij! Ja to lepiej zrobię.
- Daj spokój, to moja kuzynka... - Fede był już w połowie schodów ale nagle się odwrócił. - Pamiętaj jedno. Kocham ją jak własną siostrę, i gdyby przyszło ci do głowy rozkochać ją w sobie, potem zniknąć jak gdyby nigdy nic, albo wykorzystać ją w łóżku, czy chociażby skrzywdzić, to wiedz, że długo nie pożyjesz...
- Rozumiem przekaz, a teraz idź do niej. I nie martw się, nie skrzywdzę jej, to nie w moim stylu...
- Akurat... Pamiętasz Larę, Morę, Stephie, Julie, Albę, Cande, Monicę, Emmę...
- Tak, pamiętam! Ale to nie jest najważniejsze!
- Każdą z nich przeleciałeś, gdyby Violka się dowiedziała...
W tym momencie spojrzałem w górę a tam kto? Moja księżniczka zapłakana stoi za ścianą i wszystko słyszy. Fede spojrzał w tym samym kierunku.
- Bardzo ci dziękuję stary...
- To nie ja zaciągnąłem wszystkie laski z Buenos Aires poniżej 18 do łóżka...
- Daruj sobie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz